JANUSZ TERAKOWSKI - TEKSTY PIOSENEK


Zacznij od Bacha

Gdy musisz wstać,
choć tulisz tak pod głową
obłoczek snu
i słów tyle znasz
uczonych cicho przez noc,
a tu dzień
wstaje już
kolorowo -
witaj!

Gdy musisz wstać,
bo słońce już zawiesza
na szczytach wież
proporczyki chmur
i rusza cień
w długi marsz,
wokół drzew
krząta się
ptaków rzesza -
witaj!

Zacznij od Bacha,
nim słońce po dachach
zeskoczy jak kot
po nocy ćmę.
I zacznij od Bacha,
gdy w progu się waha
ktoś,
kto winien wejść,
a może nie?


Ballada o Jasiu i Małgosi

Jeszcze rosną tam -
­gdzie wiatr posiał.
Dołem błądzi
Jaś i Małgosia.
Górą wiatr.
Będzie miał, aż do jesieni czas
by uczesać lasu gęsty cień.

Wtedy las się
rozanieli.
Stary las
zbyt czarny w bieli.
Śnieg, jak młodej panny tren
opadnie,
aby znów
mogły wracać do swych starych gniazd
spłoszone słowa.

Słodki dom
z piernika
ukryty w lesie słów.
W starych dziuplach magnifikat
dla żółtych dziobów stu.
Duży Jaś
i Małgosia
mają już prawdziwy dom,
w którym nocą śnią
sny podróżnika.


Partyjka

Raz, gdy śnieg padał,
padał, aż napadał,
zapukał cicho
sąsiad do sasiada.
Jak tam sąsiedzie,
jakże wam się wiedzie?
Wiosna czy będzie
wnet?

Będzie co będzie.
Wstąpcie no na chwilę.
Ach, wyglądacie
dzisiaj jak motylek!
Ach, wyglądacie dziś
jak panna młoda!
Cóż, krew nie woda,
nie.

Potem westchnęli
wzięli szachownicę.
Nad białym stołem
zajaśniały głowy
jako nad stawem
błyszczą się księżyce
dwa.

Remis. Więc teraz
za stolika miedzą,
jak dwa zające
nastroszywszy wąsy
siedzą sąsiedzi.
Każdy z nich się biedzi.
W brydża wolałby
grać.

Siedzą i jedzą.
Myślą o tym samym.
Że Ewa była
nie sama z Adamem.
Ten trzeci mógłby
dla nich być Sezamem
bo w trójkę zawsze
lżej

Łazi po kominie
wiatr, jak ból po kościach.
I tylko coś tam
pała w dzięcielinie
To sen zapewne
o dawnych miłościach
Sen.


Izolda - wersja I

To była Izolda, smutniejsza od łez,
niebieska jak ziemi tło.
Jeszcze dziś wierny jej jest
nocą mój cichy dom.

To była Izolda, mądrzejsza niż ja,
wierniejsza niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła
wiosną mi rozwiała się.

Potem był ktoś.
I krótkie lato.
I ten zachód słońca, ciągle nowy.
Był dobry czas.
Nie wspominałem już
swojej Izoldy kolorowej.

Dzisiaj widziałem ją.
Ta smutna, ta nieśmlała, szara pani,
czy to ona?
Przecież nie ja -
to czas okazał się tak nieżyczliwy dla niej.
To nie ona.
Widziałem ją.
Widziałem ją.

To była Izolda, mądrzejsza niż ja,
wierniejsza, niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła -
znika dziś pośród drzew, wielkich drzew.


Izolda - wersja II

To była Izolda, smutniejsza od łez,
potrzebna na chwilę złą.
Jeszcze dziś wierny jej jest
nocą mój cichy dom.

To była Izolda, mądrzejsza niż ja,
wierniejsza niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła
wiosną mi rozwiała się.

Lecz został cień
i coraz większy liści szum
­gorliwe sny
garbatych drzew,
bielonych pni.

Nim coraz krótszy będzie każdy dzień
i coraz śmielszy naszych gości tłum,
do waszych drzwi
zastuka ktoś.
To może Ty?

To była Izolda, mądrzejsza niż ja,
wierniejsza, niż noce złe.
Jak sadów różowa mgła -
znika dziś
pośród drzew,
wielkich drzew...


Mają ludzie swoje niepokoje...

Ktoś może ma
kompleksy zła,
o innych dba,
na przykład nas poprawiać chce.

Najlepiej wie,
co robię źle
i nie rozumie tego, że

my zawsze sami
wyzywamy własny los.
Potem wieczorami
wątpliwości mamy.

Nie, nie, nie...

Ktoś miły jest,
posiada gest,
zna urok sjest,
niczego nie ma nam za złe.

On swoje wie,
nie wtrąca się
i go nie martwi wcale, że

my zawsze sami
wyzywamy własny los.
Potem wieczorami
wątpliwości mamy.

Nie, nie, nie...

Mają ludzie swoje niepokoje.
Mają ludzie szczęścia swoje.


Wspomnienia tych dni...

Mamy już
prawdziwy nasz dom.
Możemy drzwi
na własny zamknąc klucz.
Tylko świt
zagląda, czy śpisz
i słońca wąs
wymiata każdy kąt.

Jeszcze mi zostały
wspomnienia tych dni, gdy cały
świat przecież był mój.
Świat cały,
tylko nie - własny kąt.

Mamy węc
prawdziwy nasz dom. Moźemy drzwi
otworzyć, przyjąć list,
czekać dnia
gdy zjawi się ktoś,
kto z nami tu
na zawsze zostać ma.

Jeszcze nam zostały
wspomnienia tych dni wspaniałych.
Świat wtedy był nasz.
Świat cały,
tylko nie - własny kąt.


Byłaś dla mnie dobra

Byłaś dobra zawsze dla mnie.
Kiedyś - nie jeden raz.
Cierpliwość masz
i rozumiesz.

Jestem sobą dzięki Tobie.
Nawet - gdy robię źle,
gdy mylę się,
gdy zapomnę, że
przecież kocham Cię.
Przecież - kocham

Byłaś dobra zawsze dla mnie.
Dzisiaj - kto wie,
kto wie?
Ja wzruszam się,
gdy zobaczę, że
potrzebujesz mnie.
Potrzebujesz - mnie.


Okno, róża i balkon

Pierwszy raz,
drugi raz,
trzeci raz,
staję pod tym oknem
i doprawdy bardzo chcę
wstrzymać czas,
być jak głaz,
wzruszyć was,
zwłaszcza kiedy moknę,
bo ja Kasiu kocham Cię.

Tu Casanova, tam Diogenesi.
każdy interesik swój ma.
Forsa non olet i tempus ucieka.
Wszystko dla człowieka, lecz ja

czwarty dzień
piąty dzień
szósty dzień
stoję jak skazany -
­chociaż siły nie mam już
prosić Cię,
korzyć się,
liczyć, że...
lizać swoje rany.
Ręce skłute mam od róż.

Czekam, aż drzwi mi jak serce otworzysz.
Czuję się jak orzeł na myśl,
że wszyscy kiedyś za drzwiami zostaną.
Wyjrzę do nich rano, a dziś -

gołąb tu ziarna jak ja szczęścia szuka,
stąd też i nauka, że czas
abyś wyjrzała i to jak najprędzej
zanim tu nie będzie już nas.


Sąsiedzi

Jeszcze gdzieś
stoi dom,
stary dom
gdzie piec gada.
Skoro świt -
wron gromada
budzi się.
Swoje wie.
Siwy deszcz
srebrzy sad
u sąsiada.

Drogą tu
cały dzień
ludzie szli.
Dzisiaj pusto.
Porwał wiatr
słowa ustom.
W kominie śpi.

Stary Paweł ż Gawłem
w jednym są
mieszkaniu dziś.
Mówią, że
dzień dobry.
Myślą, że
okropnie zły.

Stają rano w oknie,
patrzą co przekwita już.
Nocą liczą dni,
aż sen
zjawi alę
jak Anioł Stróż.


Uroki - fragmenty

Tu idą razem dziś Lelum - Polelum
Nie znają blagi,
ani fortelów.
Przyjaciół takich jak oni - nie wielu.
Zawsze są razem.
Jeżeli są.

Bo razem łatwiej gdy wiedzie do celu
krok za krokiem,
tak czy tak.
Uśmiechem każdym jak chlebem się dzielą
i spokojnie zawsze

idą tak, lelum - polelum
Nie znają blagi,
ani fortelów.
Przyjaciół takich jak oni - nie wielu.
Zawsze są razem.
Jeżeli są.

Słów używają właściwie niewielu.
Znają dobrze każdy gest.
I wiele, ach, mają wad charakteru
a spokojnie zawsze

idą tak, lelum - polelum
Nie znają blagi,
ani fortelów.
Przyjaciół takich jak oni - nie wielu.
Zawsze są razem.
Jeżeli są.

/.../

Ballada o nieznajomych

Powoli szli.
Uprzejmie, cichutko
mijali drzwi.

Powoli szli.
Stawali na krótko.
Cień czekał vis-a-vis.

Deszcz się posmuci nocą,
wiatr pokłoni.
Kwiaty i wnuki
tęsknią do ich dłoni.
Któż tajemnice ich
zna jak oni
i najlepiej wie

kto na ślubnym kobiercu stanie,
dzieci będzie miał moc,

kto popłynie gdzieś na dywanie
w tysiąc i pierwszą noc,

komu niebo, jak wielka czapa
będzie stale nad czołem lśnić,

kto w swym cieniu będzie człapał,
komu czarna nić,

kogo spotka sam pan bóg stary,
który raz na sto lat
bierze parasol i okulary -
schodzi zwiedzać świat?

Powoli szli.
Uprzejmie, cichutko
mijali drzwi.

Powoli szli.
Stawali na krótko.
Cień czekał vis-a-vis.

Może są jeszcze
za następnym rogiem?
Może zostali gdzieś
wspomnieniem drogim?

A może on był właśnie
bogiem,
co z Olimpu zszedł?

Powoli szli.
Uprzejmie, cichutko
mijali drzwi.


Strona główna